Galeria Szpargałek od kuchni

Podziel się!
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Kamila Sadkowska, Ola Kuczyńska, Karol Gałecki… to właśnie ich można spotkać podczas każdej edycji Galerii Szpargałek. Ich praca przy organizacji „handlowej środy” nie ogranicza się tylko do jednego dnia. Już następnego po kolejnej galerii starają się o to, by dwa tygodnie później na półkach było jak najwięcej sprawnych i wartościowych przedmiotów. Podsumowali dzisiaj  dotychczasowe edycje.

Mieszkańcy, dzięki Galerii Szpargałek, przekazali na potrzebujące organizacje ponad 63 tysiące złotych. Jesteście zaskoczeni popularnością tego miejsca?

Kamila Sadkowska: Bardzo. Gdy w lutym po raz pierwszy otwieraliśmy drzwi galerii wiedzieliśmy, że wprowadzamy coś zupełnie nowego – nie tylko w naszym mieście, ale i w Polsce. Podejrzewaliśmy, że pierwsze edycje mogą cieszyć się dużą popularnością. Za nami już dwudziesta, a popularność Szpargałka nie maleje. Podają nas w całej Polsce jako przykład, pokazują w ogólnopolskich audycjach. Cieszy nas to, że nasza praca jest zauważana. Mamy dużo satysfakcji z tego, że dzięki niej mieszkańcy mogą pomóc potrzebującym organizacjom. Dla fundacji czy stowarzyszeń każda złotówka jest na wagę złota. Korzystają na tym nie tylko dorośli, ale również dzieci.

Skąd bierzecie rzeczy do galerii?

Kamila: Wszystko od ludzi. W Szczecinie mamy obecnie 8 Ekoportów. Mieszkańcy przynoszą do nich odpady, wśród których znajduje się mnóstwo rzeczy. Jednym nie są już potrzebne, innym mogą sprawić mnóstwo radości. To nie jest tak, że wygrzebujemy je z koszy na śmieci – choć wiele osób tak myśli. W Ekoporcie jest segregacja. Mieszkańcy niepotrzebne meble, naczynia itp. zostawiają najczęściej przy kontenerach. Pracownicy wszystkich Ekoportów zabierają je wówczas do magazynu. Mamy specjalny samochód, który później przywozi je na Arkońską. Wśród rzeczy znajdują się prawdziwe perełki, które trafiają na półki galerii.

W jakim stanie są te przedmioty?

Ola Kuczyńska: W dobrym, bardzo dobry bądź idealnym. Bywają także zupełnie nowe, z metkami. Każdy jeden przedmiot sprawdzamy pod kątem sprawności. Zwracamy uwagę na to, by były kompletne. Czyścimy je i dopiero później, gdy wyglądają na takie, w jakim stanie byśmy chcieli sami je otrzymać, wstawiamy na półki. Przykładowo puzzle – mamy ich naprawdę mnóstwo. Są komplety po 1000 – 2000 sztuk. Wyobraźmy sobie, że ktoś zabiera je, płaci 5 złotych i daje dziecku. Maluch układa i okazuje się, że brakuje elementów. Jest mu bardzo przykro. Tymczasem Szpargałek ma nie tylko pomagać, ale również sprawiać mnóstwo radości. Dlatego też nawet elementy we wszystkich puzzlach są przez nas liczone. Niezależnie – czy jest sto, tysiąc czy pięć tysięcy. Gdy wszystko jest ok, dopiero oddajemy je w kolejne ręce. Czasami jednak trudno nam później upilnować co się z nimi dzieje. Zdarza się, że ludzie podczas oglądania otwierają pudełko i gubią jeden czy dwa puzzle. Staramy się jednak pilnować, by nie dopuszczać do takiej sytuacji i za każdym razem apelujemy, by tego nie robić.

Co najbardziej zaskakującego ustawialiście na półkach galerii?

Kamila: Trudno powiedzieć, bo mieliśmy już niemal wszystko. Drugie życie daliśmy już ponad 16 tysiącom przedmiotów. Były meble, komplety naczyń, zabawki, książki, sprzęt sportowy. To wszystko cieszy się dużym wzięciem. Są też przedmioty kolekcjonerskie, pamiątki z różnych stron świata – takie, których nie kupimy w sklepie. Ostatnio na półkach można było znaleźć maski gazowe, nawet takie z wycieraczkami.

A były jakieś przedmioty, co do których się pomyliliście?

Kamila: Trafiły do nas białe mokasyny. Lata siedemdziesiąte, ażurowe. Byłam przekonana, że nie ma sensu wstawiać ich do galerii, nikt ich nie weźmie. Karol się uparł i umieściliśmy na półkach. Co się okazało? Poszły jako pierwsze. Pan był zachwycony.

Wspomagacie również Muzeum Techniki i Komunikacji w Szczecinie. Jeśli traficie na jakieś perełki dajecie im sygnał i, jeśli przedmiot rzeczywiście jest unikatowy, oddajecie w celach późniejszego wyeksponowania.

Karol Gałecki: Zgadza się, zdarzają się i takie przedmioty. Do Muzeum Techniki i Komunikacji przekazaliśmy m.in. komputer zbudowany dla węgierskich nauczycieli Videoton TV-Computer 64k, Radioodbiornik TSH-111, taksometr, telewizor Vela, gramofon, radiotelefon, maszynę liczącą, maszynę do szycia, mikrofon stereofoniczny czy komputer Macintosh i sporo innych rzeczy. Było także pierwsze polskie radio samochodowe z początku lat 70. Kompletny rarytas, zapakowane z kartą gwarancyjną i instrukcją. U nas nic się nie marnuje, nawet bańki lekarskie, które dla muzeum wydały się bardzo wyjątkowe.

W każdą otwartą środę przychodzą do Was prawdziwe tłumy. Jak zachowują się „poszukiwacze skarbów”?

Ola: Zazwyczaj dobrze. Oczywiście jest tłok, każdy chce być pierwszy. Ludzie wiedzą, co będzie w galerii, bo wszystkie rzeczy można znaleźć wcześniej na stronie Ekoportów. Każdej robimy zdjęcie, przydzielamy jej punkty (1 punkt jest równy złotówce, a przedmioty kosztuję maksymalnie 25 punktów, czyli 25 złotych) i wrzucamy na stronę. Zdarzyło się jednak poprzedniej środy, że sytuacja trochę wymknęła się spod kontroli. To jedyne takie zdarzenie. Dwie panie pokłóciły się o… kury. Były to szklane, otwierane pojemniki. Ponad 30-letnie. Cieszyły się ogromną popularnością i doszło do sporej awantury. Udało się ją ostatecznie zażegnać, jednak było gorąco.

Obecnie ze Szpargałkiem współpracuje 13 organizacji pożytku publicznego. To na nie można, w zamian za wybrane przedmioty, wpłacać pieniądze. Lista jest zamknięta?

Karol: Bardzo chętnie podejmiemy współprace z kolejnymi organizacjami. Wystarczy, że do nas się zgłoszą i dopełnimy wszystkich formalności. Przypominam – w Szpargałku nie ma obrotu gotówką. Jako Zakład Usług Komunalnych, z prowadzenia tej charytatywnej galerii, nie otrzymujemy nawet złotówki. Robimy to wyłącznie z myślą o potrzebujących. Obecnie finalizujemy podjęcie współpracy z dwoma kolejnymi, znanymi organizacjami w Szczecinie. Wezmą już udział w styczniowej edycji.